Areszt śledczy

W samo południe u bram aresztu śledczego przy ulicy Montelupich stawiła się nieformalna, kołowa grupa Miłośników Kontemplacji i Miejsc Odosobnienia. Celem spotkania było zwiedzenie osławionego gmachu i zapoznanie się z warunkami, w jakich skazani odbywają karę pozbawienia wolności.

Właśnie, pozbawienia wolności. Choć nazwa „areszt śledczy” wskazuje na przebywanie w jednostce tymczasowo aresztowanych, to w praktyce znaczna część osadzonych to więźniowie skazani prawomocnymi wyrokami. Jak powiedział oprowadzający nas oficer prasowy, w areszcie przebywa obecnie ok. 600 osób (przy pojemności ok. 750 osób), w tym sprawcy najpoważniejszych przestępstw (choć sporą grupę stanowią także dłużnicy alimentacyjni).

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od szpitala więziennego. W krakowskim areszcie znajdują się oddziały: wewnętrzny, chirurgii (oblegany przez dokonujących samookaleczeń więźniów) oraz psychiatryczny. Nam dane było zobaczyć ten ostatni, zresztą najnowocześniejszy. Znajdują się tam osadzeni poddani obserwacji psychiatrycznej lub cierpiący na zaburzenia psychiczne. Najwięcej uwagi poświęca się jednak skazanym zagrożonym samobójstwem (ich cele sprawdzane są nawet co 15 minut). Oprócz tego na całym oddziale wszystkie cele objęte są monitoringiem.

Pozostałe skrzydła aresztu robią zdecydowanie bardziej przygnębiające wrażenie. Długie, niezbyt szerokie korytarze. Cele z sześcioma pryczami i dwoma stolikami. Kącik sanitarny. Łaźnia raz na tydzień (u kobiet dwa razy). Niedostatek światła słonecznego. Zdecydowanie nie polecamy spędzania przy Montelupich krótszych bądź dłuższych, jak mawiają więźniowie, wakacji.

Na tym tle wyróżnia się więzienna kaplica. Cała w kolorowych malowidłach o treści religijnej i takich cytatach. Wszystkie one zostały wykonane przez jednego człowieka, najbardziej utalentowanego fałszerza, jakiego wydała polska ziemia. W krakowskim areszcie pozostanie on zapewne do końca swoich dni.

Każdy więzień ma prawo do godzinnego spaceru każdego dnia. Odbywają się one pod czujnym okiem strażnika na niewielkich spacerniakach. Zapewne przechadzka urozmaica rutynę więziennego życia. Jest jednak coś psychodelicznego w widoku więźniów krążących jednostajnym krokiem, nieustannie w tym samym kierunku.

Na zakończenie zwiedzania pełniący funkcję przewodnika oficer prasowy zaprezentował nam stanowisko uzbrojone. Terminem tym określa się po prostu wieżyczkę strażniczą, w której przebywa uzbrojony wartownik. Okazuje się, że powoli odchodzi się od tego rodzaju stanowisk na rzecz zwielokrotnienia przeszkód terenowych (stawianie kilku wysokich płotów między więzieniem a murem). Specyfika krakowskiego aresztu (zabytkowy charakter budynku, lokalizacja w centrum miasta) uniemożliwia jednak wprowadzenie tego typu rozwiązań. Od wolności odgradza osadzonych „jedynie” mur zwieńczony niesamowicie koncertiną (przecina dłoń chronioną potrójnymi rękawicami). Stanowisko uzbrojone prędko zatem z Krakowa nie zniknie.

Na tym zakończyliśmy wizytę w budynku przy najdłuższej ulicy Krakowa. Nie sposób w tym krótkim sprawozdaniu opisać wszystkiego, czego dowiedzieliśmy się o funkcjonowaniu aresztu śledczego (tak, więźniowie dostają pieniądze na bilet do domu). Z całą pewnością wyjście należy zaliczyć do pouczających, a zatem udanych. Wszyscy nieobecni niech gorzko żałują i liczą na podobne wyjście w nieokreślonej przyszłości.

Jakub Kret

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *